• Wpisów:385
  • Średnio co: 5 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 13:48
  • Licznik odwiedzin:43 557 / 2004 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Ostatnio znalazłam bardzo fajny przepis na pyszne, mocno czekoladowe, można chyba chyba powiedzieć dietetyczne/zdrowe ciasto



Jeśli ktoś jest zainteresowany to podaję przepis

Składniki:
2 jajka,
1 szklanka mąki pszennej pełnoziarnistej,
1/2 szklanki kakao,
1/2 łyżeczki cynamonu (nie dałam),
1 i 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej,
1/4 łyżeczki soli,
3 łyżki stewii lub syropu z agawy (dałam miód),
1/4 szklanki przecieru jabłkowego (dałam powidła śliwkowe),
drobno starta cukinia o wadze ok 300g odciśnięta z soku,
dodałam jeszcze kilka kropli aromatu waniliowego

W jednej misce mieszamy składniki suche, w drugiej mokre. Następnie do tych suchych wlewamy mokre i znowu dokładnie mieszamy. Ciasto przekładamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia, a na wierzchu układamy owoce (akurat miałam wiśnie) i lekko je dociskamy. Pieczemy w 180 stopniach ok 30-40 minut.
Nie wiedziałam jaka foremka będzie najlepsza, ale w końcu piekłam w keksówce 23x10cm i okazała się idealna.

Zaznaczam, że to ciasto mimo dodatku miodu w ogóle nie jest słodkie, wiec jak komuś to nie odpowiada to radzę użyć jednak stewii albo syropu z agawy, ale u mnie w domu wszystkim smakowała taka wersja

Ciasto smakowało wszystkim tak bardzo, że piekłam je już dwa razy. Za drugim razem dorzuciłam do środka jeszcze trochę jagód, a na wierzchu oprócz wiśni ułożyłam też maliny i wyszło równie dobre, jeśli nawet nie lepsze
Polecam
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Tak się składa, że z ostatnich kilku miesięcy nazbierało mi się "trochę" nowości książkowych, więc tak na szybko pochwalę się co tam do mnie w tym czasie trafiło

*znak.com.pl*

*matras.pl*

*nk.com.pl*

*platon24.pl*

*taniaksiazka.pl*

*allegro.pl*

*empik.com*

*olx.pl*
pierwszy raz kupowałam cokolwiek na tym portalu, ale raczej ostatni jeśli chodzi o rzeczy wysyłane pocztą, bo przecież nie miałam żadnej pewności, czy książka do mnie rzeczywiście trafi. Zaryzykowałam, bo bardzo mi na niej zależało. Ze sprzedającą wymieniłam dużo wiadomości, więc po zrobieniu przelewu pozostało mi jedynie liczyć na jej uczciwość. Oczywiście mogłam zapłacić dopiero przy odbiorze, ale wiązało się to z wyższymi kosztami przesyłki. Pewnie taką formę wybrałabym gdyby paczka była większej wartości, a tak nie miało to większego sensu. Całe szczęście książka dotarła do mnie bez żadnych problemów


Niedawno przyszło do mnie jeszcze jedno zamówienie ze Znaku, ale nie miałam kiedy zrobić zdjęć

pozdrawiam
 

 
W niedzielę miałam urodziny. Niestety latka lecą, a jak wiadomo starość nie radość

Dzień minął mi naprawdę miło, a przy okazji pozwoliłam sobie na więcej niż zwykle i pochłonęłam chyba z milion kalorii

Był tort śmietanowo-marcepanowy
Dostałam takie piękne róże
i pyszne czekoladki
uzbierało się też trochę innych słodyczy
W ciągu dnia mój brat jechał do Katowic coś załatwić, więc zabrałam się razem z nim. Pochodziłam po Galerii Katowickiej. Zrobiłam małe zakupy w golden rose i trochę większe w sinsay (pokażę innym razem ).
Wstapiłam przy okazji do lodziarni Istne Lody Rzemieślnicze czekolada i ricotta z salsą jeżynową, pycha

Wieczorem był mecz, więc zamówiłam pizzę
vulcano uwielbiam pizza + nachos, pycha

To tyle
Pozdrawiam
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (16) ›
 

 
Oprócz tej kartki, którą ostatnio pokazywałam zrobiłam jeszcze jedną rzecz. Ponieważ Młodzi powiedzieli, że nie chcą żadnych prezentów tylko wolą gotówkę, to nie mogłam im na pamiątkę od siebie nic kupić. Nie chcieli też kwiatów tylko zamiast tego woleli wino, wiec postanowiłam im zrobić na to wino skrzynkę

Decoupage był mi zupełnie obcy, więc musiałam wcześniej trochę poćwiczyć, a ćwiczyłam na słoikach
Pomysł udało mi się zrealizować i powstała taka oto skrzynka, która uważam, że wyszła mi całkiem fajnie najbardziej namęczyłam się nad napisami. Na początku wydawało się to takie łatwe, ale ile mnie to później nerwów kosztowało to tylko ja wiem
Ale ostatecznie z efektu byłam bardzo zadowolona
pozdrawiam
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Całkiem przez przypadek znalazłam dzisiaj, zaginiony jakieś dwa lata temu, pendrive, na którym są m.in. zdjęcia ze ślubu mojej przyjaciółki, z całego tego okresu przygotowań i tak sobie trochę powspominałam
Znalazłam np. zdjęcia kartki z życzeniami, którą zrobiłam dla niej i jej męża z okazji ślubu. To było już prawie trzy lata temu, ale jej tu jeszcze nie pokazywałam, a uważam, że wyszła naprawdę całkiem fajnie

Młodzi od razu zaznaczyli, że wolą pieniądze niż jakiekolwiek prezenty, a chciałam żeby mieli ode mnie jakąś pamiątkę, taką od serca

Zdjęcia są fatalne, ale to jedyne jakie mam pewne rzeczy zrobiłabym teraz inaczej; aż kłują mnie w oczy te zielone listki, ale wtedy to wyglądało tak, a nie inaczej
Może tak nie do końca na tych zdjęciach to widać, ale musicie mi uwierzyć na słowo, że na żywo wyglądała naprawdę bardzo fajnie

Pozdrawiam
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Pokazywałam Wam co kupiłam na wcześniejszych promocjach -49% w rossmannie, ale pominęłam tę ostatnią majową.
W przeciwieństwie do wcześniejszych nie skupiałam się tym razem na podkładach ani na lakierach do paznokci, a na produktach do ust.

Nie będę ukrywać, że wszelkiego rodzaju balsamów do ust i pomadek mam naprawdę dużo; wszystkie są jednak w jasnych odcieniach bo właśnie w takich siebie najbardziej lubię, ale pomyślałam sobie, że jeśli nie potrafię jakoś fajnie pomalować oczu to przynajmniej z ustami mogłabym trochę poszaleć korzystając z okazji postanowiłam zaryzykować z trochę bardziej wyrazistymi kolorami niż zwykle, chociaż nie z aż tak mocnymi jak planowałam na początku
W końcu mam słynne matowe pomadki z Bourjois (Rouge Edition Velvet) zdecydowałam się na dwa odcienie 09 i 07, jedne z najjaśniejszych, chociaż dla mnie i tak ciemne jeszcze nie miałam okazji ponosić ich na ustach dłużej, ale jak nałożyłam je w domu żeby sprawdzić kolory to wydawały się naprawdę fajne

Następnie wzięłam dwie pomadki z Bell hypoallergenic mam z tej serii puder i cienie, które bardzo lubię, ale akurat te dwa produkty jakoś nie podbiły mojego serca ten jaśniejszy jeszcze ujdzie, chociaż myślałam, że kolor na ustach będzie ładniejszy; natomiast jeśli chodzi o czerwień to kolor ma przepiękny, ale mam wrażenie, że jest bardzo nietrwała i wystarczy chwila żeby zniknęła z ust. Wychodząc z domu musiałabym co chwilę zerkać w lusterko czy mi się gdzieś nie odbiła albo nie rozmazała. Bardzo bym chciała, ale niestety nie jestem do nich przekonana

Kolejna rzecz to konturówki z lovely i tu muszę przyznać, że nigdy w życiu żadnej konturówki nie miałam. Te są pierwsze, więc zupełnie nie mam porównania, ale na razie mi się podobają

Na koniec zostawiłam pomadki z maybelline. Mam ich w domu już kilka; głównie jasne róże, ale jest i jedna ciemniejsza i wszystkie (z wyjątkiem tej najciemniejszej) bardzo często używam. Te trzy miałam już dawno w sklepie upatrzone, czekałam tylko na odpowiedni moment żeby je kupić
W tej części promocji to już wszystko;
w kolejnej, w której były produkty do twarzy kupiłam tylko dwa ulubione podkłady i puder
a w części poświęconej paznokciom odżywki i zmywacz
To już wszystko

Pozdrawiam
  • awatar frezja008: @Violet-Lila: a wiesz, że się kiedyś nad nimi zastanawiałam i właściwie nie wiem dlaczego w końcu nie kupiłam :D
  • awatar frezja008: @viqen: te jaśniejsze kolorki, które noszę na co dzień trwałością jakoś szczególnie nie powalają, ale tragedii też nie ma; ja jestem zadowolona; co do tego koloru 914 to mam wrażenie, że przy nakładaniu nie sunie tak lekko po ustach jak reszta, jest trochę bardziej tępa przez co też chyba bardziej trwała, ale jeszcze nie miałam odwagi wyjść z tym kolorem na ustach do ludzi, jest na razie dla mnie zbyt mocny :P
  • awatar Katia89: Podobają mi się konturówki z Lovely i pomadki z Maybelline :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Ostatnio wybrałam się do kina na film animowany "Angry Birds" mimo swojego wieku lubię niektóre bajki i nic na to nie poradzę absolutnie nie żałuję bo był naprawdę fajny

Jeśli chcę iść do kina to zazwyczaj wybieram heliosa u mnie w mieście, ale tym razem pojechałam do multikina w Katowicach. I bardzo się z tego powodu cieszę, bo przy okazji odkryłam to miasto na nowo. Może to za dużo powiedziane, ale jeszcze w czasach studenckich bywałam w Katowicach bardzo często, a już po studiach, chociaż mieszkam dosyć blisko bywałam tam sporadycznie. Głównie było to przejazdem i jakoś specjalnie się wtedy nie rozglądałam po okolicy.
Dopiero ostatnio już po kinie zrobiłam sobie spacer po mieście i dotarło do mnie jak bardzo się ono przez te kilka ostatnich lat zmieniło, jak bardzo wyładniało

Najpierw poszłam do lodziarni "Istne Lody Rzemieślnicze". Było już przed dziewiątą, więc lada chwila zamykali, a i tak było mnóstwo ludzi. Jak się później dowiedziałam można tam trafić na naprawdę wymyślne smaki lodów, ale ze względu na późną porę były już wtedy tylko truskawkowe i śmietankowe, podawane w niespotykanych czarnych wafelkach, które mają kojarzyć się ze Śląskiem
całkowicie szczerze są to jedne z najlepszych lodów jakie jadłam i jeśli kiedyś będę w pobliżu to na pewno się tam jeszcze wybiorę

Później pochodziłam sobie trochę po mieście. Miejscem, którego zmiana chyba najbardziej rzuca się w oczy są okolice Spodka
Międzynarodowe Centrum Kongresowe
Nowa siedziba Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia
Taka cudowna fontanna zmieniająca kolory i rodzaj strumienia, którym leci woda
Pierwszy raz od bardzo dawna piłam znowu bubble tea
I na koniec jeszcze widok na Muzeum Śląskie
Podsumowując, ta część Katowic, którą widziałam zmieniła się bardzo i na mnie zrobiła naprawdę duże wrażenie, a wniosek z tego taki, że często nie trzeba daleko jeździć żeby zobaczyć coś ciekawego. W wielu przypadkach nawet nie zdajemy sobie sprawy, że wiele takich fajnych miejsc jest bliżej niż nam się wydaje

Pozdrawiam
  • awatar kataszek: @Kashmirkaa: ja tez z 20 minut, zawsze przyjeżdżam jak jadę do domu, trzeba tam zajrzec
  • awatar frezja008: @Paulin: Smakował jak zwykły tylko kolor miał inny :)
  • awatar viqen: lubię bajki :D piękne miasto ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Kilka tygodni temu byłam z moją przyjaciółką w perfumerii Douglas, bo chciała kupić sobie szczoteczkę do mycia twarzy, a tam akurat była w promocji swoją drogą podobno jest świetna

Do tych zakupów dostała trochę próbek, ale stwierdziła, że i tak pewnie nie będzie ich używać i zapytała czy ja ich nie chce; oczywiście chciałam
Perfumy mi się podobają, chociaż pamiętam, że kiedyś wąchałam testery i nie byłam zachwycona
Podkład niestety już wiem, że za ciemny, a szkoda, bo chętnie bym go sobie przetestowała
Pomadka w dwóch kolorach, zupełnie nie moich; przynajmniej tak mi się wydaje, ale chętnie to sprawdzę
Co do tych dwóch ostatnich kosmetyków to nie bardzo wiedziałam co to dokładnie jest. Pani w douglasie wyjaśniała wszystko, co jest do czego, ale ja akurat oglądałam w sklepie coś innego, a moja przyjaciółka nie pamiętała dokładnie. Poszukałam trochę w internecie i jeśli się nie mylę to pierwszą rzeczą jest
mydło
http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt,21300,sensai-silky-purifying-mud-soap-wash-mask.html

ma bardzo dobre opinie na wizażu, więc już się cieszę
a drugie to serum odżywcze http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt,66234,capture-totale-dream-skin-global-age-defying-skincare-perfect-skin-creator-odzywcze-serum.html

Ze względu na ceny pełnowymiarowych opakowań pewnie nigdy nie kupiłabym sama żadnego z tych kosmetyków, a tak fajnie będzie poużywać czegoś z wyższej półki i sprawdzić czy te rzeczy faktycznie są warte swojej ceny

Pozdrawiam
  • awatar Fashion Girl: probke mademoiselle to bym i ja przygarnela <3
  • awatar viqen: miłego testowania :D
  • awatar Andel: Ceny ogromne to fakt. Ładnie zapakowane te próbki ogółem i fajna możliwość testowania :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Kończąc już poprzedni temat...

*biedronka*

*poczta *

*auchan*

*lidl* kupiłam te ciuszki już dość dawno; nie wiedziałam wtedy jeszcze czy moja przyjaciółka będzie miała chłopca czy dziewczynkę, więc wzięłam kolory neutralne

Pozdrawiam
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Pisałam Wam kiedyś o tych promocjach na zabawki, książeczki dla dzieci w empiku czy smyku i wspominałam, że zrobiłam kilka zamówień. Chodziło mi głownie o rzeczy, które wcześniej lub później będą nadawały się na prezenty dla niespełna dwuletniego synka przyjaciółki, jej córeczki, która ma się urodzić za dwa miesiące i dla prawie pięcioletniej córki kuzyna; oprócz tego czasami spotykam się z koleżankami, które mają dzieci, więc wtedy też przydają się jakieś drobne upominki

Ponieważ już wszystkie paczki do mnie dotarły to pokażę Wam co kupiłam. Podam też ceny, bo może coś kogoś zainteresuje, a widziałam, że niektóre rzeczy są jeszcze dostępne.

*Smyk*
- CzuCzu, Karty kontrastowe na sznureczku (10,99 zł)
- CzuCzu. Rączka rysuje zwierzątka (21,99 zł)
- Bob Budowniczy. Wszystko po kolei (1,99 zł)
- Bob Budowniczy. Ananasowy Czerpak (1,99 zł)

*Merlin.pl*
- Księga dźwięków (25,49 zł)
- Puzzle edukacyjne Mapa Polski (11,50 zł)

*Empik*
- Trefl, Samoloty 2, puzzle 3w1 (10,99 zł)
- Smily Play, Żabka Śmieszka, zabawka interaktywna (24,99 zł)
- Trefl, puzzle Na wsi (17,99 zł)
- 4M, zestaw kreatywny Skarbonka świnka (23,99 zł)
- Tiny Smarts, Wibrująca żyrafa, zawieszka do wózka (25,49 zł)
- Puzzle 3D plastikowe (4,49 zł), metalowe (13,49 zł)
- Trefl, gra zręcznościowa Battle Bands, Pole walki (4,49 zł)
- Zwierzęta na wsi. 30 przycisków dźwiękowych (34,99 zł)
- Piraci (6,90 zł)
- Kim zostanę? Wierszyki o zawodach (3,96 zł)
- Gady. Książeczka z zakładkami (3 zł)
- Dzwoneczek i bestia z Nibylandii (3,14 zł)


Może się wydawać, że jest tego dużo, ale później przychodzą urodziny, imieniny, gwiazdka, mikołaj i inne okazje i później wychodzi na to, że to i tak za mało

Wszystkie te rzeczy wydają mi się fajne, więc mam nadzieję, że dzieciaki będą zadowolone

Kupiłam jeszcze trochę książeczek m.in w biedronce, ale to już następnym razem

Pozdrawiam
  • awatar viqen: fajnie :D
  • awatar Kaasiaa20: Ale zaszalałaś :D Wszystko takie piękne i kolorowe :)
  • awatar Kashmirkaa: Na pewno bedą zadowolone. Boba Budowmiczego kupiłam w biedrze keidyś. Ja też na zapas kupuje, więc Cię rozumiem ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Nie wspomniałam jeszcze o ziołach, a ich też nie może zabraknąć na moim balkonie
Obowiązkowo musi być tymianek, który używam np. do pieczonych ziemniaków; jest też rozmaryn idealnie pasujący do kurczaka, a także oregano, które dodaje przede wszystkim do sosu pomidorowego i domowej pizzy.
Zazwyczaj kupowałam na targu niewielkie roślinki, które z czasem pięknie się rozrastały


Zawsze mam też miętę, której listki pięknie wyglądają jako dekoracja deserów, ale też świetnie sprawdzają się jako składnik różnego rodzaju koktajli czy orzeźwiający dodatek do wody z cytryną
Zwykle miałam również kolendrę, idealna np. do curry

Oprócz tego była też bazylia, którą uwielbiam. Niestety zwykle bardzo szybko kończył się jej żywot; chyba miała u mnie na balkonie nieodpowiednie warunki teraz kupuję na bieżąco, jak wiem, że będzie do czegoś potrzebna.
Jest także lubczyk dodawany do różnych zup

I już na koniec szałwia, której zastosowania w swojej kuchni jeszcze nie znalazłam. Okazała się ona jednak bardzo wytrzymała, bo całkiem zapomniana przetrwała u mnie na balkonie całą zimę


Takie świeże zioła na balkonie czy parapecie to naprawdę fajna sprawa. Gdybym miała więcej czasu to może nawet zabrałbym się za uprawę warzyw. Jak sobie pomyśle o takich własnoręcznie wyhodowanych pomidorach czy sałacie... no cóż, pomarzyć można
Tymczasem moje tegoroczne zioła prezentują się następująco


Pozdrawiam
  • awatar frezja008: @Violet-Lila: Dzięki, wypróbuję :)
  • awatar Yoasiczka: takie swoje są najlepsze :-)
  • awatar Violet-Lila: Tymianek polecam również do pieczarek, a szałwia z kalafiorem, parę listków do zupy kalafiorowej podbija smak :))
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Nie wyobrażam sobie nie mieć kwiatów na balkonie. U mnie są one każdego roku, wyjątkiem był poprzedni, ale poza tym były zawsze. Miło tak sobie usiąść wieczorem na balkonie z kubkiem herbaty albo lampką wina i odpocząć po ciężkim dniu. W moim przypadku takiemu relaksowi sprzyja właśnie obecność kwiatów.
Mam bardzo nasłoneczniony balkon, więc niestety nie mogę mieć wszystkich roślin, które mieć bym chciała; większość w takich warunkach po prostu nie przetrwa, ale i tak próbuję różnych kombinacji. Tym razem padło na bratki


Pozdrawiam
 

 
Jeszcze kilka zdjęć znalazłam Tym razem kilka koszulek, bluz i swetrów

Na początek Sinsay, czyli ostatnio jeden z moich ulubionych sklepów

i przy okazji moja ulubiona koszulka, którą mogłabym nosić bez przerwy

i jeszcze jedna

coś z długim rękawem
ta bluza też jest świetna, chociaż wolałabym żeby nie miała z przodu tego zamka
sweter

i kilka dni temu kupiona koszula

Następnie znowu New Yorker
kolejne koszulki i moje ogromne rozczarowanie

koszulka sama w sobie jest super, ale wystarczyło, że raz ją na siebie założyłam, lekko się spociłam (akurat były te wielkie upały) i już jest do wywalenia, bo porobiły się na niej paskudne plamy, których nie mogę się pozbyć z góry przepraszam za następne zdjęcie, ale tak wygląda już wyprana koszulka zastanawiam się czy to nie przez bloker z ziaji, którego wcześniej użyłam; chociaż mam podobną koszulkę w kolorze czarnym i z tamtą nic się nie dzieje

Następna koszulka z sową; tak mi się poprzednia spodobała, że kupiłam jeszcze jedną

Bluzy, też jestem z nich bardzo zadowolona


I ostatnia już rzecz, tym razem z lidla. Nie lubię tam kupować ubrań bo dla mnie dziwna jest ich rozmiarówka. Wszystkie bluzki, swetry jakoś dziwnie duże mi się wydają, ale ten akurat jest całkiem fajny


To już chyba wszystko
Pozdrawiam
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Znowu coś nacisnęłam na klawiaturze i zamiast litery Z zaczęła mi wyskakiwać Y i odwrotnie Całe szczęście sytuacja została opanowana
i muszę zapamiętać raz na zawsze żeby to naprawić wystarczy nacisnąć jednocześnie Shift i Ctrl

http://www.mamkomputer.info/zamiana-na-klawiaturze-z-y-na-z/
 

 
Od jakiegoś już czasu strasznie tu pusto, tak mało osób pisze; zastanawiałam się dlaczego, a później przez pół godziny próbowałam się zalogować na swoje konto, więc chyba mam odpowiedź

A tak serio to nie mam za bardzo o czym pisać, bo wieje u mnie nudą, ale robiłam ostatnio porządki na dysku i mam jeszcze mnóstwo zdjęć, które przez ostatnie miesiące robiłam, ale ich na bieżąco tu nie wstawiałam, więc Was trochę pomęczę

Uzbierało mi się np. trochę zdjęć nowych ciuchów. Miałam je tutaj wrzucać na bieżąco, ale wyszło jak wyszło.

Na początek Orsay, bo tam kupiłam chyba najwięcej rzeczy, ale to głównie dlatego, że skumulowały mi się akurat bon urodzinowy, te za punkty zebrane na karcie i jeszcze jakieś dodatkowe; trochę się tego uzbierało, więc wykorzystałam wszystko
Na pierwszy ogień idzie mój najlepszy zakup, z którego jestem najbardziej zadowolona
rękawy mogłyby być odrobinę krótsze, ale i tak jest super

Później kilka bluzek

W końcu mam też jakieś cienkie spodnie

okazały się na tyle fajne, że kupiłam jeszcze podobne czarne

Przekonałam się do New Yorker'a, jakoś nigdy nie mogłam tam nic dla siebie znaleźć, ale okazało się, że mają tam często ciekawe koszulki
i przy okazji znalazłam jeszcze fajne bluzki

Trochę się tego uzbierało, chociąz to i tak jeszcze nie wszystko, ale to są rzeczy, które kupiłam w czasie mojej nieobecności tutaj, czyli przez prawie rok

Pozdrawiam
  • awatar Violet-Lila: Bardzo lubię New Yorkera, a koszulkę z sową mam identyczną, moja Mała M. też :D
  • awatar viqen: Fajnie ciuszki ;)
  • awatar kataszek: Ciekawe te bluzeczki, ja tez często kupuje podobne(te same) rzeczy w różnych kolorach, a te lekkie spodnie pokochałam i kupiłam sobie w tym roku 3 pary ( były tanie ceny zaczynały sie od 10 zł)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Ale miałam wczoraj koszmarny dzień i to po tak miło spędzonym dniu poprzednim.
Już od samego rana miałam doła z powodu Dnia Ojca. Już tradycją u nas było to, że zawsze tacie z okazji tego święta kupowałam koszulę i piekłam jakieś ciasto, bo był strasznym łasuchem i słodycze po prostu uwielbiał. Od zeszłego roku jednak jedyne co mogę tego dnia zrobić to jechać na cmentarz żeby zapalić tacie znicz i zawieźć na jego grób świeże kwiaty


Ale żeby tego było mało to wczoraj moja babcia się przewróciła. Ona jest po udarze, jest z nią bardzo słaby kontakt i wymaga całodobowej opieki i akurat jak byłam z nią sama w domu to straciła równowagę i upadła, ale co najgorsze poleciała prosto na głowę. To już nie był pierwszy raz bo zdarzało jej się przewrócić nawet jak ktoś ją pilnował. Miała już złamaną rękę, nogę bo jak to starsza osoba ma słabe kości, a można pilnować bez przerwy, a wystarczy chwila nieuwagi i nieszczęście gotowe. Zwykle jednak upadała jakoś na ręce czy bokiem i od razu było widać czy coś jej się stało, czy nie. Tym razem mogło być różnie bo krzyczała strasznie, a uderzyła naprawdę mocno, więc na wszelki wypadek wezwałam karetkę. Obejrzeli ją tak pobieżnie, myślałam, że zabiorą ją do szpitala żeby sprawdzić czy z tą głową jest wszystko w porządku, ale powiedzieli, że jest tylko poobijana, dali zastrzyk z ketonalu i kazali dzwonić po lekarza rodzinnego jakby się coś działo. Ale ile ja się na początku strachy najadałam to tylko ja wiem, bo nie darowałaby sobie gdyby coś poważnego jej się stało w czasie kiedy była pod moją opieką Na razie wydaję się, że wszystko jest ok, ale cały ten wczorajszy dzień był okropny

Pozdrawiam
  • awatar frezja008: Dzięki dziewczyny :*
  • awatar frezja008: @♥Szkielet♥: :(
  • awatar frezja008: @Kaasiaa20: To prawda, ciężko pogodzić się z tym, że ktoś kto był bardzo aktywny i całkowicie samodzielny teraz jest tak bardzo uzależniony od osób trzecich :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
Jeśli szukacie czegoś dla dzieci to teraz w wielu sklepach można trafić na fajne promocje ciuszków, akcesoriów, zabawek czy książeczek.

Od jakiegoś czasu właśnie w czasie wyprzedaży robię większe tego typu zakupy, a później nie muszę szukać na ostatnią chwilę tylko mam gotowe prezenty na urodziny, święta, czy jakieś niespodziewane wizyty.

Teraz zrobiłam kilka zamówień m.in w empiku, smyku i na stronie merlin.pl. Trochę mnie to wszystko kosztowało, ale i tak sporo zaoszczędziłam

Jak już wszystko będę miała w domu to pokażę Wam co zamówiłam

Pozdrawiam
 

 
Dzisiaj na obiad jadłam zupę z kurczakiem i ananasem z przepisu Ewy Wachowicz

Przez tego ananasa w składzie podchodziłam do niej bardzo sceptycznie, ale okazała się zaskakująco dobra. Na pewno zrobię jeszcze nie raz

Jakby ktoś był zainteresowany to podaje przepis, który znajdziecie też tutaj
http://www.ewawachowicz.pl/przepisy,831.html

Składniki
6 - podudzi z kurczaka
2 - liście laurowe
4 ziarenka - ziela angielskiego
2 - cebule
2 ząbki - czosnku
masło do smażenia
400 g - pomidorów z puszki
1 puszka - ananasa
2 łyżki - ajwaru
sól
pieprz
ostra czerwona papryka
grzanki do podania


Opis przygotowania
Podudzia umyć, włożyć do garnka. Dorzucić liście laurowe i ziele angielskie, zalać wodą. Gotować na małym ogniu przez 30 minut.
Gdy rosół przestygnie, wyjąć podudzia i obrać z mięsa, pokroić na drobne kawałki i wrzucić do zupy.
Cebulę pokroić w drobną kostkę, podsmażyć na maśle (nie może zbrązowieć). Pod koniec smażenia dodać przeciśnięty przez praskę czosnek.
Rosół postawić na ogniu. Dodać pomidory, pokrojonego ananasa i podsmażoną cebulę z czosnkiem. Przyprawić solą i pieprzem do smaku. Dodać szczyptę ostrej, czerwonej papryki i ajwar. Wszystko razem gotować jeszcze przez mniej więcej 10 minut.
Podawać z grzankami. Pieczywo posmarować masłem z obu stron i usmażyć na patelni grillowej.
(u mnie były grzanki z masłem czosnkowym)

Polecam
 

 
Obiecuję, że już ostatni raz poruszam temat tego szpitala, ale dopóki tego nie wyrzucę z siebie to będzie mi tak siedziało w głowie.
A poza tym naprawdę ciężko mi zrozumieć, że w niektórych sytuacjach nie można liczyć na najbliższą rodzinę.
Tym razem chodzi mi o dzień wypisu Małego ze szpitala, czyli dokładnie w poniedziałek.
W niedzielę już zaczęłam źle się czuć, wzięłam jakieś leki na przeziębienie bo drapało mnie w gardle, już miałam katar i ogólnie słabo się czułam. W poniedziałek rano już ledwo wstałam z łózka, ledwo mogłam mówić, czułam się już bardzo źle, więc stwierdziłam , że nie ruszam się z domu; a zaraziłam się pewnie od mojej przyjaciółki, bo w szpitalu w nocy bardzo zmarzła i też ją coś zaczęło łapać.
Około południa zadzwoniła do mnie, że Mały wychodzi za jakieś 2 godziny ze szpitala i chciała coś kupić pielęgniarkom żeby im podziękować i później żeby ktoś pomógł im wrócić do domu. I tu zaczęły się schody bo mówię jej, że chora jestem i nie chcę Małego zarazić; zresztą jak zadzwoniła to sama zauważyła, że ledwo mówię, ale powiedziała, że nic się nie stanie. Okazało się, że po prostu nie miał jej kto pomóc.
I znowu jej mama powiedziała, że nie będzie po sklepach latała, a poza tym i tak musiała iść do pracy, na swojego ojca nie do końca może liczyć, a mąż w pracy, chociaż wydaje mi się, że to jest nadzwyczajna sytuacja i bez problemu mógłby wyjść godzinę wcześniej żeby po nich przyjechać i we wszystkim pomóc. Przecież takie rozwiązanie wydawałoby się najrozsądniejsze i najbardziej oczywiste, ale nie przyjechał.
W końcu się jakoś zebrałam poleciałam po kawę i jakieś czekoladki dla tych pielęgniarek. Akurat sklep był przy szpitalu, więc miałam iść jej zanieść te zakupy, a później lecieć jeszcze do jej rodziców po wózek, ale przed wejściem do szpitala już czekał jej tata z rowerkiem żeby Mały wrócił na nim do domu; bo jakby miał iść na nogach to trwałoby to wieczność. Zawołał mnie i powiedział, że będzie tam czekał. Pomyślałam sobie, że super bo już nie muszę iść po ten wózek i przy okazji przecież pomoże zabrać te wszystkie rzeczy, które przez te kilka dnie uzbierały się w szpitalu (duże klocki, książki, suszarka, ręczniki, ubrania).
Poszłam do nich, już byli spakowani; uzbierały się w sumie 3 torby .
Jakoś dotarłyśmy do wyjścia, a tam po ojcu mojej przyjaciółki nawet śladu nie ma. Zadzwoniła do niego to okazało się, że dostał ochrzan od żony, że zabrał rowerek, a nie wózek, więc się obraził i poszedł do domu jak to usłyszałam to myślałam, że padnę, a żeby było śmieszniej to podobno gdzieś na parkingu zostawił ten rowerek. Obeszłyśmy cały parking, ale go nie znalazłyśmy. Nie było wyjścia, musiałyśmy sobie radzić same. Wyobraźcie sobie kobieta z brzuchem w 6-tym miesiącu ciąży z dwiema wielkimi torbami i ja z trzecią torbą i Małym, który nie chciał iść. Próbowałam go nieść na rękach, ale to kilkanaście kilogramów plus torba to nie na moje siły. Jak doszłyśmy do schodów to ona szła pierwsza, później znosiłam jej Małego i wracałam po torbę; obcy ludzie nawet nam pomagali i jak zostawiałam tą torbę to zanim po nią wróciłam ktoś już ją znosił. Po drodze Mały co chwilę się zatrzymywał, oglądał samochody, bo akurat wzdłuż ulicy szłyśmy i znowu ja z nim zostawałam, ona kawałek przechodziła, jak nie chciał iść to zanosiłam jej go na rękach i wracałam po torbę; z nosa mi leciało, gardło drapało, siły nie miałam w ogóle, ale nie było innego wyjścia. Wyobrażacie to sobie? Jakoś dotarłyśmy na miejsce, całe szczęście to nie było jakoś szczególnie daleko, ale łatwe to nie było. Mały jednak niestety ode mnie się zaraził bo teraz jest przeziębiony
A co do rowerka, to znalazłam go już później na takim małym parkingu gdzieś z boku szpitala i to był zupełny przypadek bo akurat tamtędy z psem przechodziłam. W sumie z tego co zauważyłam nikt nie miał zamiaru go szukać, bo wszyscy spisali go już na straty. Rowerek podobny do tego

przytargałam go do domu, minął już ponad tydzień, ale do tej pory nikt się nie pofatygował żeby go odebrać.
Dobra, to już koniec
Pozdrawiam
  • awatar My little world: o Boze, wspołczuje jej męża i rodziny...
  • awatar Kobieta po 30: Takich przyjaciół jak Ty mieć to sam skarb. A Twojej przyjaciółce współczuję męża i rodziny. Bardzo to przykre co piszesz :(
  • awatar viqen: szkoda dziewczyny że nie ma w nikim wsparcia. Dobrze że jej pomogłaś
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Na Gwiazdkę dostałam w prezencie iphona 5c byłam w ogromnym szoku bo absolutnie się tego nie spodziewałam, ale ucieszyłam się bardzo ponieważ sama bym go sobie na pewno nie kupiła

Jak już miałam nowy telefon to zaczęłam szukać dla niego futerału bo wiedziałam, że znając moje zdolności pewnie co jakiś czas będzie lądował na ziemi, więc warto go jakoś zabezpieczyć
Przeszukałam całe allegro, ale albo nic mi się nie podobało, ale ceny były za wysokie, a jak już znalazłam taki, który mi pasował i nawet cena była ok to po zamówieniu dostałam e-mail, że wybrany przeze mnie kolor jest już niedostępny i tutaj z pomocą przyszedł mi aliexpress Wybór tam był ogromny, a ceny w wielu przypadkach śmiesznie niskie. Zrobiłam więc trzy zamówienia, z których jestem bardzo zadowolona, a każde z nich dotarło do mnie w czasie nie dłuższym niż 3 tygodnie




Za ten pierwszy zapłaciłam, w przeliczeniu na złotówki ok 10zł, za pozostałe ok 4zł.
To były dla mnie takie zamówienia testowe bo nie wiedziałam czego do końca mogę się spodziewać, ale, że jestem z nich zadowolona to na pewno będą kolejne

Pozdrawiam
  • awatar frezja008: @viqen: @Kashmirkaa: jak najbardziej mam zamiar w najbliższym czasie kupić dlatego nie zdejmowałam tej folii, którą mam teraz na ekranie chociaż jest bardzo brzydko przyklejona :P
  • awatar Kaasiaa20: Nie ma jak Aliexpress :D
  • awatar Pearlita: Ni i super :) Właśnie koleżanka ostatnio polecała casy z aliexpress.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Jakoś przed Wielkanocą znalazłam na jakiejś promocji takie jajeczka
Te po prawej stronie czekoladowe w cukrowej skorupce mini eggs postanowiłam wykorzystać w Święta do ozdoby babeczek, a że znalazłam wtedy fajny przepis na muffiny i idealny do nich krem to zapisuje tu na przyszłość, a może przy okazji jeszcze komuś się przyda
Przepis na muffiny pochodzi ze strony:
http://www.mojewypieki.com/post/muffiny-z-ananasem

Składniki na około 12 muffinek:

1,5 szklanki mąki pszennej
2/3 szklanki drobnego cukru do wypieków
1 duże jajko
100 ml maślanki lub kefiru
80 ml syropu ananasowego (z puszki, po ananasach)
pół szklanki oleju słonecznikowego lub rzepakowego
pół szklanki płatków owsianych (górskich)
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
3/4 łyżeczki sody oczyszczonej
250 g ananasów z puszki, pokrojonych na kawałki (waga samych owoców)

Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej. Mąkę, proszek, sodę - przesiać, odłożyć.

W jednym naczyniu wymieszać suche składniki: mąkę, cukier, płatki, proszek, sodę. W drugim mokre: roztrzepane jajko, maślankę, syrop ananasowy, olej. Połączyć zawartość obu naczyń, wymieszać tylko do połączenia się składników np. widelcem (nie miksować), wmieszać owoce.

Formę do muffin wyłożyć papilotkami. Nałożyć do nich ciasto, do 3/4 wysokości papilotki.
Z wierzchu posypać płatkami migdałowymi i cukrem demerara (to pominęłam).

Piec w temperaturze 170ºC przez około 25 - 30 minut. Wystudzić.

Natomiast przepis na krem pochodzi stąd:
http://www.mniammniam.com/Babeczki_z_ananasem_i_kremem_cytrynowym-16567p.html

Krem :
•250 ml śmietany 36%
•250 gram serka mascarpone
•cukier puder
•sok z polowy cytryny
•odrobina żółtego barwnika spożywczego
•opcjonalnie 3 łyżki adwokatu (nie dałam)

Śmietanę ubijamy na sztywno z dodatkiem cukru pudru, dodajemy serek mascarpone i miksujemy na jednolitą masę. Dodajemy sok z cytryny (i adwokat), mieszamy, dodajemy barwnik, wymieszać.
Tak przygotowana masę przekładamy do rękawa cukierniczego i dekorujemy

Na wierzchu ułożyłam wspomniane słodkie jajeczka
Niestety po kilku godzinach rozpuściła się ta cukrowa skorupka w miejscu gdzie miała kontakt z kremem, ale tak poza tym całość była super


Takie małe uwagi z mojej strony to muffiny najlepsze są pierwszego dnia, chociaż później też dają radę; Trochę słabo wyczuwalny w smaku jest ten ananas, więc może następnym razem użyję świeżego

Krem natomiast jest dla mnie idealny i jestem pewna, że zrobię go jeszcze nie raz

Pozdrawiam
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
To jeszcze trochę pomarudzę bo w związku z tym pobytem Małego w szpitalu są takie rzeczy, które mi nie dają spokoju, a że nie chcę w życie mojej przyjaciółki jakoś ingerować to chociaż tutaj podzielę się swoimi wątpliwościami.
Może ja byłam inaczej wychowywana, może inaczej mnie uczono, ale u mnie w domu zawsze było i nadal jest tak, że jak ktoś w rodzinie ma jakiś problem, czegoś potrzebuje to staramy się sobie nawzajem pomagać, a nie powiedzieć "radź sobie sam". Dlatego w głowie mi się nie mieści to, że moja przyjaciółka będąc w 6-tym miesiącu ciąży przez ponad tydzień w szpitalu z półtorarocznym synkiem, została zostawiona praktycznie sama sobie.
W pierwszy i drugi dzień do nich nikt z rodziny nie przyszedł. Ja rozmawiałam z nią przez telefon, ale nawet nie zapytałam czy czegoś nie potrzebuje bo byłam pewna, że cały czas tam ktoś jej pomaga, a okazało się, że musiała prosić mamę chłopca, który leżał z nimi na sali żeby jej jakieś zakupy zrobiła, bo nie miała nikogo innego. Trzeciego dnia przyjechał w końcu jej mąż, bo musiał przywieźć jakieś dokumenty, posiedział godzinę i wrócił do domu.
Jak się dowiedziałam, że tak to wszystko wygląda to zaproponowałam, że mogę jej pomóc i tak przychodziłam codziennie przez cały ich pobyt w szpitalu; siedziałam tam w tygodniu od 15 do 20, a w weekend od 13. Robiłam jej zakupy, pomagałam przy Małym, bawiłam się z nim, pilnowałam jak wychodziła do barku żeby coś zjeść, przez cały czas chodziłam za nim krok w krok bo jeszcze tak do końca pewnie nie chodzi plus to zapalenie ucha powodowało, że czasem tracił równowagę, cały czas trzeba było go pilnować bo jak to dziecko wchodził, wspinał się wszędzie, włączał alarmy itd.
Jej mama cały dzień jest w pracy, więc wpadała tylko na chwilę, przynosiła jej jakieś rzeczy z domu, klocki dla Małego, ja przyniosłam mu książeczki bo tak to nie miałby tam w ogóle co robić. Jej tata przyszedł tylko raz na minutę, przy czym pomylił swojego wnuka z jakimś innym dzieckiem, a tak to dzwonił. Teściowie dowiedzieli się o szpitalu dopiero po kilku dniach i raz przyjechali, teściowa przywiozła im domowy obiad, z Małym się pobawili.
Ale zmierzam do tego gdzie w tym wszystkim jest ojciec Małego. Zawsze był bardzo w porządku, ale przez tamten tydzień bardzo mi podpadł. W sumie był u syna dwa razy. Raz żeby przywieźć dokumenty, a drugi raz bo żona chciała żeby jej przywiózł kilka rzeczy z domu i pomógł wykąpać Małego. Nie spodziewałam się po nim takiego zachowania, nawet sam nie zadzwonił żeby zapytać co u nich, czy czegoś nie potrzebują, tylko ona dzwoniła. Raz nawet na początku pobytu przy mnie do niego dzwoniła żeby powiedzieć jak wygląda sytuacja i pytała wtedy czy przyjedzie to odpowiedział, że przecież nie ma takiej potrzeby W głowie mi się to nie mieści, a za tym drugim razem to kazały mu pielęgniarki przyjechać bo powiedziały, że to wstyd żeby ciężarna żona w szpitalu z dzieckiem cały czas siedziała, a mąż spokojnie w domu. Raz tylko ją zapytałam, czy nie uważa, że mąż powinien tam z nią być i jej pomagać to widziałam, że jest zmieszana bo powiedziała tylko, że pewnie jest zmęczony po pracy (jest informatykiem, więc to nie żadna praca fizyczna). Dla mnie jest sprawą oczywistą, że nawet jeśli jest zmęczony to rzuca wszystko i jedzie do chorego dziecka żeby chociaż trochę z nim pobyć, przy okazji odciążyć żonę żeby chociaż przez chwilę odpoczęła, zjadła jakiś porządny posiłek. Bardzo mi się to wszystko nie podobało, ale to ich sprawy, więc wtrącać się nie mam zamiaru. Dobrze, że przynajmniej tu mogłam dać upust mojej frustracji; od razu mi lepiej

Pozdrawiam
 

 
Rozłożyło mnie jakieś choróbsko, więc mam trochę czasu na uzupełnienie zaległości. Ostatni tydzień był dla mnie strasznie wyczerpujący. Zaczęło się na początku zeszłego tygodnia kiedy to syn mojej przyjaciółki trafił do szpitala. Właściwie nie wiem dokładnie co się do końca stało. Zadzwoniła do mnie ze szpitala, że Mały kiedy obudził się po drzemce był strasznie marudny, później jak twierdzi nie można było z nim nawiązać kontaktu, coś do niego mówiła, a on zaczął tak jakby odpływać. Strasznie się przestraszyła, więc wezwała pogotowie. Jak przyjechali to podobno już wrócił do siebie, ale na wszelki wypadek zabrali go ze sobą żeby wszystko posprawdzać. Ona, panikara straszna, najpierw stwierdziła, że pewnie połknął szkło, bo akurat to się stało jak przyjechała w odwiedziny do rodziców, a jej mama upuściła szklankę, która się potłukła. Niby szkło pozamiatała, ale moja przyjaciółka stwierdziła, że na podłodze widziała jeszcze jakieś maleńkie kawałki i pewnie on je zjadł. Lekarze i pielęgniarki mówiły, że to niemożliwe bo jakby coś takiego zjadł to miałby jakieś rany w buzi albo miałby krew w kupie, a tu wszystko jest ok. Później doszła do wniosku, że ponieważ bawił się długopisem, który udało mu się rozkręcić to pewnie zjadł jakiś jego fragment. W końcu porobili badania i okazało się, że ma zapalenie ucha i musi na trochę zostać w szpitalu. Pewnie wyszedłby wcześniej, ale znowu zrobiła aferę bo zwymiotował, więc pewnie to coś poważniejszego, a on prawdopodobnie zjadł kawałek bandaża, którym miał zasłonięty wenflon i po tym mu się zrobiło niedobrze.
Jednak rodzicielstwo zmienia ludzi. Ona zawsze była taka rozsądna. Nie wiem, może to normalne zachowanie, a ona jak to matka bardzo martwi się o swoje dziecko, ale fakt, że po kilka razy dziennie pyta mnie, czy jeśli to byłoby szkło i coś by mu w środku poraniło to już byłoby wiadomo i chociaż wszyscy mówią jej, że tak, a ona nadal nie wierzy; albo to, że wysłała mnie do sklepu żebym szukała podobnego długopisu żeby mogła go rozkręcić i sprawdzić czy na pewno w tym jej są wszystkie części, a nawet później jak już to zrobiła to jej wątpliwości nadal nie zniknęły. Mały ma 19 miesięcy, ona jest w 6-tym miesiącu ciąży i taki stres to chyba ostatnie czego jej potrzeba.
To trochę przerażające, próbuję jej tłumaczyć, że wszystko jest w porządku. Małego wczoraj wypisali ze szpitala. Myślałam, że jak będą już w domu to się trochę uspokoi, a ona cały czas się zamartwia, już nie wiem jak mogę jej pomóc...
  • awatar frezja008: Nie twierdzę, że martwienie się o własne dziecko to coś złego, tym bardziej jeśli coś mu dolega, ale tutaj to już przybiera formę obsesji. Zaczęło się od tego, że przeczytała w internecie o jakimś chłopcu, który udusił się po połknięciu fragmentu długopisu i teraz to jej nie daje spokoju. Dzisiaj była z Małym u jego pediatry, który go zbadał i zapewnił, ze wszystko jest w porządku. Na razie to ją podobno uspokoiło, mam nadzieję, że nie chwilowo
  • awatar Violet-Lila: Jak jest w ciąży, to hormony w niej buzują i zmieniła się w panikarę. Tylko taki stres może bardo zaszkodzić :( Tobie powrotu do zdrowia życzę :*
  • awatar mamaSowa: Zdrówka dla Ciebie!:* No a jeśli chodzi o koleżankę to czasami jest tak, że siedzi Ci coś z tyłu głowy i nie pozwala sprawy z bagatelizować. Może coś ostatnio usłyszała, przeczytała i tak się tego boi.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Byłam, wróciłam i muszę tutaj szczerze przyznać, że nie było aż tak źle jak myślałam, chociaż nigdy też nie będzie tak jak kiedyś...
Mam kilka zdjęć z wyjazdu to się z Wami podzielę

W drodze
Już na miejscu spacery po lesie
nad rzeką, a raczej rzeczką ze względu na to, że jest tam teraz bardzo sucho
i po polu
A na polu truskawki

"Trochę" przywiozłam do domu
Mój pies wyszalał się za wszystkie czasy
Tutaj stary dom, jeszcze moich pradziadków
i kawałek sadu
Było też testowanie nowego piekarnika
A już w drodze powrotnej do domu podziwiałam sobie takie piękne widoki
Była też mała przerwa
I na koniec zamek w Rabsztynie, który tyle razy w drodze mijałam, ale nigdy z bliska nie widziałam
Podsumowując było nawet fajnie. Mimo wszystko nadal czuję ogromny sentyment do tego miejsca, chociaż wiem, że przed następnym wyjazdem znowu będę miała wiele wątpliwości

Pozdrawiam
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Jutro prawdopodobnie pojadę na weekend na wieś i może to głupie, ale bardzo się denerwuję To miejsce kojarzy mi się z moim tatą jak żadne inne; nawet bardziej niż dom rodzinny, bo jednak zdarzało się, że w domu go nie było, a jak się tak zastanowiłam to chyba nigdy na wsi bez mojego taty nie byłam; głównie dlatego, że był z tym miejscem bardzo związany i korzystał z każdej możliwości żeby odwiedzić rodzinne strony. Właściwie tam właśnie najwięcej z nim rozmawiałam, najwięcej czasu razem spędzaliśmy, bo w domu to tak raczej każdy żył swoim życiem i miał swoje sprawy.
Od śmierci taty byłam tam chyba 3 razy i chociaż wcześniej to miejsce uwielbiałam to teraz za każdym razem źle się czułam, zbyt dużo wspomnień Najchętniej nigdzie bym nie jechała, ale zawsze uważałam to miejsce za swój drugi dom i nie chce się od niego odcinać, chociaż to dla mnie bardzo trudne; ale przede wszystkim nie mogę tak po prostu zostawić wujka, czyli brata taty, bo ja i mój brat jesteśmy dla niego teraz najbliższą rodziną i wiem, że tata by tego nie chciał.
Mam nadzieję, że te dwa dni miną mi jakoś w miarę spokojnie i szybko i znowu będę w domu.